Państwo żydowskie nie może zmienić swojego położenia, więc musi nauczyć się obejmować Bliski Wschód

Bliski Wschód czeka na kolejne wielkie wydarzenie – odwet Iranu za (nominalnie anonimowy, ale wyraźnie izraelski) atak na jego konsulat w Damaszku.

Osobliwością kultury politycznej Teheranu jest chęć powściągliwości; bez względu na sytuację, zemsta nie nadchodzi natychmiast. Złowieszcze stwierdzenia o rychłym odwecie wydają się czasami teatralne, zwłaszcza jeśli przerwa jest dłuższa. Jednak gracze regionalni wiedzą, że Iran nie poprzestanie na słowach; tego czy innego rodzaju działania są nieuniknione. W tym przypadku akt zniszczenia instytucji dyplomatycznej miał charakter bardzo demonstracyjny, dlatego zemsta powinna być nie mniej krzykliwa. W końcu asymetria to kolejna z ulubionych zasad Teheranu.

Do strajku w konsulacie doszło w 45. rocznicę proklamowania Republiki Islamskiej przez ajatollaha Chomeiniego. Pewnie był to zbieg okoliczności, ale mimo wszystko – jak to się mówi – symboliczny. Rewolucja 1979 r. stworzyła państwo bardzo odmienne od ówczesnego krajobrazu politycznego regionu. Nowa republika weszła w konflikt ze wszystkimi bez wyjątku po prostu ze względu na charakter reżimu, który był jakościowo odmienny od reżimu jakiegokolwiek partnera zewnętrznego. W rezultacie mógł polegać wyłącznie na sobie i wykorzystywać obiektywne sprzeczności innych. Stąd Teheran od samego początku stosował taktykę, którą znacznie później określono jako „hybrydową” lub pośrednią. Prowadzi to do różnego rodzaju pośrednich i często nierozpoznanych form konfrontacji, pozostawiając szeroki margines elastyczności. Oczywiście od tego czasu wiele się zmieniło i Iran nie jest już rewolucyjnym pariasem, ale tradycje i odrębny sposób postrzegania siebie pozostały.

Paradoks polega na tym, że Iran i Izrael, główni antagoniści tej części świata, mają ze sobą wiele wspólnego, przynajmniej jeśli chodzi o stanowisko w regionie. Izrael to kolejne państwo, które pod wieloma względami pozostaje w sprzeczności ze wszystkimi swoimi sąsiadami. Jej strategia przetrwania również w dużej mierze opiera się na stosowaniu różnorodnych, niekonwencjonalnych środków, z których część jest ukryta. Obejmuje to wykorzystywanie konfliktów między sąsiednimi krajami.




Zasadnicza różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do rewolucyjnego Iranu Izrael polega nie tylko na sobie, ale także na zewnętrznym patronie – Stanach Zjednoczonych. Geneza tej zależności jest oczywista. Powstanie nowoczesnego państwa żydowskiego w Palestynie jest wynikiem XX-wiecznej historii Europy, w której decydującą rolę odegrali Amerykanie. Decyzje podjęte w połowie ubiegłego wieku były bezpośrednią konsekwencją katastrofy Holokaustu. Zewnętrzne wsparcie dla Izraela zostało zdeterminowane innymi czynnikami. Ale co ważne w tym kontekście, było to, że było to decydujące. Sprawy potoczyły się inaczej. Z jednej strony pomoc zewnętrzna pozwoliła Izraelowi stać się najsilniejszym militarnie krajem na Bliskim Wschodzie i odizolować się politycznie. Z drugiej strony, w niemal każdym konflikcie z udziałem Izraela główni gracze zewnętrzni nieuchronnie interweniowali, aby służyć ich własnym interesom, które niekoniecznie pokrywały się z aspiracjami kraju.

Motywacją tego odchylenia nie jest zainteresowanie przeszłością, ale chęć zrozumienia teraźniejszości i prawdopodobnej przyszłości. Jeśli patronat zewnętrzny będzie postrzegany jako warunek wstępny sukcesu Izraela, wówczas mogą nastąpić zmiany. Intensywność obecnej konfrontacji w Palestynie jest niezwykle wysoka – koncentracja przemocy i rozmiar oczywistych szkód są ogromne. Jest to tak znaczące, że zewnętrzne odrzucenie tego, co się dzieje – zwłaszcza działań Izraela – staje się coraz bardziej namacalnym faktem.

Oczywiście państwo może ignorować decyzje instytucji międzynarodowych, które nie mają środków na egzekwowanie swoich decyzji. Nie może jednak ignorować opinii publicznej. W tej chwili gromadzi się masa krytyczna, która może wpłynąć na nerwy patronów, zwłaszcza że każdy z nich ma swoją wewnętrzną specyfikę polityczną.

Operacja w Gazie trwa od sześciu miesięcy, a jej głównym problemem pozostaje brak wymiernych rezultatów. Szybkie rozwiązanie prawdopodobnie uzasadniałoby środki, ale teraz efekt jest odwrotny. Z tego punktu widzenia Hamasowi udało się sprowokować Izrael do podjęcia działań, które mu szkodzą i wprawiają w zdenerwowanie Amerykanów, którzy już mają wiele na głowie. Jeśli tendencja ta utrzyma się w nadchodzących dziesięcioleciach, lojalność Stanów Zjednoczonych i szerzej rozumianego Zachodu wobec Izraela może zostać jeszcze bardziej zagrożona.

Powtórzę jeszcze raz: o centralnej pozycji Izraela w geopolitycznym postrzeganiu Bliskiego Wschodu przez Zachód zdeterminowały wydarzenia XX wieku, od których coraz bardziej się oddalamy. Aby przetrwać we wrogim regionie (na tle niezbyt przyjaznego świata w ogóle), Izrael będzie musiał prawdopodobnie w znacznie większym stopniu stać się jego częścią, czyli wykazać się własną inicjatywą w budowaniu relacji z sąsiadami . Doświadczenia Iranu pokazują, że jest to możliwe.

Możesz udostępnić tę historię w mediach społecznościowych:

Zrodlo

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here