miBrazylijczyk Mario Jardel (Fortaleza, 1973) był jednym z najwybitniejszych strzelców świata na początku stulecia. Strzelił 130 goli w 125 meczach dla Porto od 1996 do 2000. Zdobył europejski Złoty But w 1999 z Porto iw 2002 ze Sportingiem Lizbona. W 2005 roku podpisał kontrakt, ale bez gry, z Deportivo Alavs.

Po przejściu na emeryturę miał skomplikowane życie, ponieważ popadł w narkotyki i trafił do szpitala z powodu depresji oraz zażywania alkoholu i narkotyków. Dziś, już wyzdrowiały, rozmawia z MARCĄ w dniu, w którym nie został zaproszony na mecz legend Realu Madryt-Porto rozgrywany dzisiaj na Bernabu.

Brazylijczyk jest bardzo zraniony i nie rozumie, dlaczego nie został powołany przez klub swojej miłości: „Nie zostałem zaproszony i nie znam powodu. Było mi bardzo smutno, bo jestem ich jedynym zawodnikiem w historii z dwoma Złote Buty. Jestem ważnym członkiem tego klubu w historii i zmarginalizowali mnie. Nie tak należy traktować żywych idoli.

Jardel czekał na telefon na Bernabu – to oczywiście nie ma nic wspólnego z Realem Madryt – ale telefon nie nadszedł: „Kilka razy dzwoniłem do mojego byłego kolegi z drużyny Vitora Baii (obecnie wiceprezesa), ale on nie zwracał na mnie uwagi. „Mam dobre relacje z klubem i jest to mecz, w którym chciałbym zagrać, ponieważ jestem bardzo solidarny tego typu”.

Jardel miał poważne problemy z alkoholem i narkotykami, z których stopniowo wraca do zdrowia. Czy to był powód? Mario odpowiada: „Nie sądzę, żeby to był powód, a Porto musi być klubem dla dżentelmenów, który szanuje historię, swoją historię. Właśnie dlatego, że pochodzę, skąd pochodzę, bardzo pomogłbym dzisiaj na Bernabu. Gdyby naprawdę chcą mi pomóc w tym, co „miałem, to się nie skończyło. Moja historia w Porto wykracza poza narkotyki i brak dyscypliny, które miałem w poprzednim życiu poza piłką nożną. Nikt nie jest doskonały w tym życiu”.

Na szczęście Mario, który wtedy dobrze zachowywał się wobec MARCA, mówi, że wraca do zdrowia: „Jestem szczęśliwy i mam dobrą kondycję fizyczną, przeżywam każdy dzień tak, jakby był ostatnim. Dbam o swoje zdrowie, chodzę do psychiatry, mam wsparcie, powoli leczę się z uzależnienia. Ale w klubie nic, nawet telefonu, żeby zobaczyć, jak się czuję. Teraz jestem czystym człowiekiem, który ceni rodzinę i odbudowuję przyjaźnie, tak jeden z tobą – miał bliskie relacje z tym dziennikarzem 20 lat temu. – Przeprosiłem za to, co zrobiłem i jestem w trakcie tego procesu.

To ciekawe, ponieważ Mario Jardel ma dwójkę dzieci, które urodziły się w Porto, mieszkają w Porto i pochodzą z Porto. Dlatego tęskni za tym, co wydarzyło się dzisiaj z jego ojcem. „Obydwaj kochają ten klub i ja nadal też. Dlatego Bernabu mnie zraniło”.



Źródło

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here