Tytułowe studio Dar es Salaam z Tanzanii, producenta Sisso, reprezentuje czołówkę gatunku singeli. W Tanzanii Singeli prawie nie występuje w podziemiu, ale jego nieustające prędkości przekraczające 200 uderzeń na minutę zapewniają mnóstwo miejsca na eksperymenty, a dzięki wysiłkom ugandyjskiej wytwórni Nyege Nyege – założonej przez dwóch europejskich emigrantów w celu kroniki płodnego elektronicznego podziemia w Afryce Wschodniej – jej bardziej ekstremalni przedstawiciele mają zyskał więcej rozgłosu za granicą niż stosunkowo przyjaźnie nastawieni do popu artyści, jak Msaga Sumu. Płyty takie jak Bamba Pana CzwartekDJ Travella Panie Mixondo lub własny Sisso Cierpienie pokazał twardą stronę gatunku Terminatora, ale Nie będę śpiewał o cudachnowa współpraca Sisso z klawiszowcem Maiko, brzmi bardziej jak nieformalne, niezwykle dziwne jam session.

Pętle automatu perkusyjnego galopują do przodu z pędem drapieżnej ofiary, podczas gdy przenikliwe dźwięki szkicują proste motywy muzyczne. „Kivinje” rozpoczyna się dźwiękiem syren i trąbiących syntezatorów i może zająć kilka przesłuchań, aby zauważyć, że grają klasyczny zestaw zmian akordów, I-IV-V-IV, taki sam jak klasyki rocka, takie jak „Louie Louie” I “Dzika rzecz.” Później duet całkowicie wystrzega się „muzycznych” wskazówek, wzbogacając krajobraz efektami wodnymi („Mizuka”) i bąbelkowymi dźwiękami („Kazi Ipo”). Syntezatory Maiko wznoszą się do niemal neoklasycznego piękna, znajdując nowe i proste sposoby na prześledzenie znanych progresji akordów.

Podczas gdy regionalne sceny klubowe, takie jak singeli, są często chwalone za granicą za rzekomo sui generis futuryzm, Sisso i Maiko czerpią z szerokiej palety, utrzymując bieżącą dyskusję z innymi eksperymentalnymi scenami klubowymi. Wpływ juke na „Kiboko” jest niewątpliwy; „Mizuka” to opuszczona przestrzeń dźwięków odłamków szkła i skrzypień rodem z horrorów, niedaleko „Tunel”; oraz minutowy utwór „Mangwale” łączy w sobie powiewające próbki chóru, tworząc jedyną ambientową chwilę wytchnienia na albumie. Jednak te różnice mają tendencję do zanikania pod czystym naporem muzyki. Nawet w przypadku zaledwie 40 minut jest to wir albumu, a to w środowisku pozbawionym możliwości występu tak zdecydowanie złotówka jak typowy tłum singli, słuchający Nie będę śpiewał o cudach może przypominać wędrówkę po górach podczas burzy gradowej lub może grę na N64 opartą na grze Gorguts Obscura.

Nie ma nic lepszego niż nieustępliwość Bamba Pana, przypominająca niemal Palestynę Karola WielkiegoBiti Trzy,” Ale Nie będę śpiewał o cudach nadal wymaga wysokiej tolerancji na wysokie tony i ścieranie. Dotyczy to większości najnowocześniejszej muzyki pop w ciągu ostatnich kilku lat, od nadmuchanego wściekłego rapu w Opium, przez oszałamiające załamania brazylijskiego funku, po fantazje wiewiórki o hiperpopie. Być może „irytujące” to jedna z ostatnich granic, które współczesny słuchacz musi przekroczyć, aby znaleźć najważniejszą muzykę świata, ale z drugiej strony rock’n’roll brzmiał dla Franka Sinatry jak hałas. Twoi rodzice prawdopodobnie nie będą zadowoleni Nie będę śpiewał o cudachale kiedy nauczy cię, jak go słuchać, wypacza mózg jak nic innego.


Zrodlo